NIECH ZOSIA BĘDZIE SAMOSIĄ

Przedszkole, tutaj zaczyna się droga samodzielności, która niestety szybko się kończyć.

To właśnie Przedszkole stawia na samodzielność. Na to czy potrafi się samo ubrać, zasznurować buty, zapiąć guziki czy samo zejść po schodach. A my rodzice, opiekunowie zaczynamy zwracać uwagę czy np. dziecko potrafi odnaleźć się w grupie.

Niestety takie podejście szybko się rozmywa, gdyż i w szkole a potem w domu zaczyna liczyć się tylko nauka, zdane egzaminy oraz testy.

Takie sprawy jak samodzielne pójście do sklepu, czy samodzielne załatwienie jakiejś sprawy przestają być istotne. Niestety zaczynamy wyręczać swoje dzieci, gdyż są inne ważniejsze sprawy do zrobienia.

Wyobraźcie sobie, że w Stanach Zjednoczonych kiedy dziecko kończy 18 lat, musi być już samodzielne i następuje moment w którym wyjeżdża z domu do college-u i sam musi sobie radzić.

Taki model wychowania to nie początek, ponieważ już w Liceum dzieci mają zajęcia z tego, jak na przykład mają załatwić sprawę w banku. Oczywiście już abstrahując od tego, że czternastolatkowie pracują dorywczo i nie tylko w czasie wakacji…

Uważam, że takie podejście wzmacnia osobnika, usamodzielnia oraz daje poczucie własne wartości.

Co więcej zaczynamy błędnie myśleć, gdyż uważamy że dziecko jest bezpieczniejsze w domowym zaciszu, niżeli na podwórku. Problem jest w nas w rodzicach, ponieważ jesteśmy przepełnieni lękiem i ten lęk blokuje usamodzielnianie się dziecka.

Kolejny powód który stoi na drodze usamodzielniania to pośpiech. Spieszy nam się wszędzie i zawsze, przez co wyręczamy dziecko bo się guzdra, bo zrobi to źle, bo zniszczy.

A potem przychodzi taki czas w którym uświadamiamy sobie, że nasze dziecko jest niesamodzielne.

Na koniec punkt bardzo ważny. To odrabianie lekcji.

Ja słuchając koleżanek, które mają szkolne dzieci zaczynam zgrzytać zębami. Zaczynam się obawiać o moją przestrzeń o mój wolny czas, ponieważ okazuje się, że to rodzicie już od wczesnej edukacji do późnych wieczorów spędzają czas nad biurkiem..

Otóż przekonanie rodziców o tym, że jak dziecko będzie odrabiać lekcje samo to będzie to trwało zdecydowanie dłużej, lub też zrobi to źle i dostanie złą ocenę. Zawali się coś i poniesie porażkę.

Niestety takie wspólne odrabianie lekcji na dłuższą metę przede wszystkim krzywdzi dziecko (oczywiście nas dorosłych również). Bo to rodzic staje się odpowiedzialny za to, żeby lekcje były odrobione co więcej muszą być odrobione dobrze. To my rodzice dzwonimy po koleżankach i kolegach dziecka, aby dowiedzieć się co było zadane kiedy dziecka nie było w szkole. To my rodzice pilnujemy aby nadrobić zaległości.

Koniec końców to dziecko ma pretensje do rodzica, że coś nie wyszło czy o czymś zapomni. Ono nie czuje się w ogóle winne tylko winny czuje się rodzic.

Pamiętajcie dziecko ma absolutnie prawo do tego aby prosić nas o pomoc w wytłumaczeniu jakiegoś zadania lub sprawdzenia czy dobrze wykonało. Taka forma ćwiczeń usamodzielnia. Natomiast nie wyręczajmy dziecka z jego obowiązków, nie stójmy nad nim i nie mówmy mu : „nie tak!”, „jak Ty to robisz?!”, „nie widzisz że źle to robisz?!”

To ma być coś radosnego, fajnego a nie upiorny obowiązek i dla dziecka i dla rodzica.

Enjoy!

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Podobne posty

Komentarze

Witaj na blogu

Mój znak zodiaku to BYK, i we mnie płynie bycza krew, zatem nie przez przypadek nazwa bloga to Bull’s blood. Ponad to bycza krew to zdrowotne wino, które niejednemu z nas pomoże.

Polub mnie na Facebooku

Instagram